poniedziałek, 10 września 2012

XII

Esme

    Siedziałam na plaży, oglądając niesamowity zachód słońca. Dzieci szukały Carlisle'a po całej wyspie, ja wolałam jednak zostać i na spokojnie przemyśleć sytuację naszej rodziny. Jedno było pewne : nie wyglądała ona najlepiej. Od wczoraj męczyły mnie myśli o czymś, o czym nigdy nie chciałam się dowiedzieć.
    Była sobota, powoli zbliżał się koniec naszego pobytu na wyspie. 
    Usłyszałam dźwięk telefonu w sypialni. Pobiegłam w normalnym tempie, by go odebrać, zostawiając resztę domowników na tarasie.
- Mamo, nie uwierzysz, co się stało! - Rosalie była roztrzęsiona. Musiało zdarzyć się coś naprawdę ważnego.
O co  chodzi? - zapytałam drżącym głosem, przygotowując się na najgorsze.
- Dziś rano siedziałam z Emmett'em ogrodzie. Nagle usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Kiedy je otworzyłam, ujrzałam piękną kobietę o długich , blond włosach i bladej cerze z pomarańczowymi oczami. Była wampirem na diecie. Przedstawiła się jako Heidi Billingstone, dawna miłość taty -  słuchawka wypadła mi z ręki, udało mi się złapać ją w ostatniej chwili.
- Mówiła coś jeszcze?
- Zapytała, czy może porozmawiać z tatą, a kiedy powiedziałam jej, że wyjechał z żoną i dziećmi na urlop, zdziwiła się lekko i odparła, że pracuje w tym samym szpitalu i na pewno oboje znajdą czas na miłą pogawędkę.
- O, Matko - szepnęłam - Co teraz będzie? Czy wie o tym ktoś oprócz nas?
- Wydaje mi się, że nie, ale Alice mogła mieć wizję. Edward nie usłyszał raczej jej myśli. 
- Mogłabyś więc dopilnować, żeby już nikt się o tym nie dowiedział? Chciałabym sama powiedzieć to tacie.
- Dobrze. Gdyby ta kobieta jeszcze raz przyszła, dam ci znać. Nie martw się, może to tylko nieporozumienie?
- Wątpię, żeby tak było, porozmawiam jeszcze z Edwardem i Alice, może wiedzą coś jeszcze. Do zobaczenia, skarbie.
- Trzymaj się, mamo - odłożyłam słuchawkę na widełki drżącą ręką. Miałam totalną pustkę w głowie. Wiedziałam, że muszę to wyjaśnić z Carlisle'em. A może to tylko pomyłka? Chciałabym, żeby tak było.
    Weszłam na taras.
    "Edwardzie, musimy porozmawiać. Na pewno wiesz już, o czym. Przekaż to również Alice" - przekazałam miedzianowłosemu w myślach.
- Kto dzwonił? - zapytał Carlisle swobodnym tonem.
- Rosalie. Chciała upewnić się, że u nas wszystko w porządku - nie mogłam powiedzieć mu prawdy.
- Aha - uśmiechnął się nonszalancko. Dlaczego to wszystko jest takie trudne? - Jasper, mecz właśnie się zaczął, idziemy oglądać? - mój syn przytaknął ochoczo i oboje zniknęli za drzwiami tarasowymi. 
- Zaraz do was przyjdę - krzyknął Edward, siadając przy stole, na którym leżał pękaty wazon pełen wielkich, dorodnych róż - prezentu od anioła. Mam nadzieję, że nie ostatniego.
- Miałam wizję - odezwała się Alice przestraszona. Dopadłam do niej w ułamku sekundy i mocno przytuliłam.
- O czym była ta wizja?
- O tej kobiecie. Widziałam ją siedzącą na ławce pod wieżą Eiffla. Po chwili podchodzi do niej tata z bukietem tulipanów, całuje w policzek i podaje kwiaty, na co ona reaguje szerokim uśmiechem. Oboje siadają i rozmawiają ładnych kilka godzin, szczerząc się do siebie nawzajem - przytula mnie mocniej i pyta łamiącym głosem - Mamo, co teraz będzie z naszą rodziną?
- Nie wiem, kochanie - po raz pierwszy od trwania naszego małżeństwa byłam bezradna. Starałam się jednak nie pokazywać tego dzieciom - Wszystko będzie dobrze.
- Łatwo ci mówić. Boję się, nie chcę kolejnych wizji! 
- Już, cichutko - pokołysałam ją i zwróciłam się do Edwarda - Wiesz coś jeszcze?
- Niestety nie - rozłożył ręce na znak bezsilności - Mamo, wiesz, że tata kocha cię nad życie i nigdy nie skrzywdzi.
- Masz rację - szepnęłam - Chciałabym tylko znać przyczyny wizyty tej kobiety. Nie zjawiła się przecież bez powodu po tylu latach. 
- Gdyby udało mi się usłyszeć jej myśli - pokręcił głową - Na razie jednym wyjściem jest spokojna rozmowa z tatą. Może on też nie wie, o co chodzi?
- Dobrze, porozmawiam z nim - spojrzałam na nich z czułością - Dziękuję wam, jesteście wspaniali.A teraz wybaczcie, będę u siebie w sypialni.
- Nie ma sprawy - powiedziała Alice, po czym przytuliła mnie mocno i weszłyśmy do środka.
    Gdy przechodziłam obok salonu ( chochlik postanowił zajrzeć jeszcze do kuchni, aby i tam stał wazon z pachnącymi kwiatami ), spostrzegłam mojego męża i syna oglądających telewizję. Oboje siedzieli bezbronnie na kanapie, uważnie śledząc przebieg meczu.
Nagle nasze oczy się spotkały.
    Carlisle uśmiechnął się szeroko, nadal patrząc w moją stronę czułym wzrokiem, który zdawał się mówić " kocham cię". Pomachał mi ręką i wrócił do rozgrywek toczących się zaciekle w telewizji. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi, wydawało mi się, że wyglądało to jednak jak lekki grymas, lecz anioł nie przejmował się tym. 
Najważniejsza była dla niego sama moja obecność...
    Odwróciłam głowę i popędziłam na piętro, żeby nikt nie zobaczył moich łez.
    Zamknęłam drzwi od sypialni i usiadłam na ich progu. Odkąd pierwszy raz weszłam do tego pokoju, nic się w nim nie zmieniło : jedną ścianę nadal zajmowały okna wychodzące na ocean. Obok łóżka nadal stała mała szafeczka, a na niej zdjęcia naszej rodziny z czasów, kiedy byliśmy naprawdę szczęśliwi. Kiedy żyliśmy beztrosko, nie martwiąc się o nic. Jedna fotografia była szczególnie ważna. Przedstawiała ona mnie i Carlisle'a kilka dni po mojej przemianie. Był to  ważny okres w moim życiu. Wyznanie miłości. Zaręczyny. Ślub. To wszystko składało się na nasze wspaniałe życie. 
     Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je rękami. Pozwoliłam popłynąć tak długo wstrzymywanym łzom. Zabarwione na czerwono* kropelki spływały ciurkiem po moich policzkach, mocząc przy okazji kołnierzyk od sukienki.
    Kilka minut później zdecydowałam się wstać, ponieważ na drewnianym progu zrobiło mi się wyjątkowo niewygodnie. Niezdarnie doczłapałam się do łóżka i położyłam na nim, naciągając kołdrę na głowę.  Może nie dało to żadnego rezultatu, ale nie chciałam sprawiać nikomu problemu. Tyle się ich nazbierało, że  wolałam, żeby nikt nie słyszał mojego płaczu.
    Wydawało mi się, że leżałam tak całą wieczność, myśląc o rzeczach, przez które z minuty na minutę coraz gorzej się czułam.
    Nagle, dało się słyszeć delikatne pukanie do drzwi i cichutkie wołanie mojego imienia. Wyłowiłam głowę z pościeli i zawołałam:
- Proszę.
     Do sypialni wszedł zaniepokojony Carlisle. Usiadł na skraju łóżka i wziął mnie na kolana. Wtuliłam się w jego tors i objęłam rękami. 
- Esme, co się stało? Czy zrobiłem coś nie tak? Dlaczego płaczesz? - otarł łzy kciukiem.
- Kochanie, musimy bardzo poważnie porozmawiać.

* nie wiadomo czemu, ale łzy Esme miały czerwonawe zabarwienie. Brało się to na pewno z tego, że piła krew.


Od autorek:

No to macie bombę! Następny rozdział postaram się dodać jakoś za tydzień lub wcześniej.
PS. Niedługo dobijemy do 1000 wyświetleń! Dziękuję Wam bardzo :***

4 komentarze:

  1. nie spodziewałam się tego,piszcie piszcie

    ach jaki z Rosie donosiciel uroczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewałam się takiego przebiegu zdarzeń! Z imieniem Heidi w jakimś blogu o C&E, a także w zmierzchu. ;d Jestem ciekawa, co się dalej wydarzy. Mam nadzieję, że wizja Alice była fałszywa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Raju Ocen pojawiła się ocena Twojego bloga. Znajdziesz ją pod numerem 034. Zapraszam do czytania i komentowania.
    raj-ocen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu , Ta ocena jest dziadowska :/ Masz Zajebistego Bloga i tyle :D

    OdpowiedzUsuń

Czytam = komentuję.


Dziękuję za każdy komentarz, to wielka radość dla autora, gdy widzi, że jego praca jest doceniona.